poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Mag.ic

fot. JUSTYNA SKIERSKA
mam na sobie:
sweter H&M
spodnie second hand
buty allegro 
płaszcz BERSHKA



    Z każdym kliknięciem w "replay" robi mi się coraz bardziej magicznie. Możliwe, że zaraz się rozpłynę, będę  przesuwać przedmioty siłą umysłu, przemieniać wodę w wino albo zacznę pojawiać się  w twoich snach kiedy tylko zechcę. Nie szukaj mnie w żadnym senniku. Senniki są dla dla tych, którzy traktują sny jak banalne i przewidywalne nocne historyjki. A banalność i przewidywalność to przecież nie twoja historia.


               


***

wtorek, 18 marca 2014

#Wishlist vol.1

   Przeglądając magazyny modowe oraz inspirujące tumblre zajęłam się  ostatnio wiosennym segregowaniem zawartości mojej szafy i stworzyłam listę rzeczy, które wzbogaciły by jej zawartość oraz pozbyłam się (ale to okrutnie brzmi) tych zbędnych- których nie nosiłam przez parę miesięcy bądź tych, które kupiłam impulsywnie- bo była dobra cena, bo wyglądały oryginalnie albo tych które są tylko wiszącymi na wieszaku wspomnieniami dawnej świetności.

Przedstawiam listę 7 rzeczy, w które warto zainwestować. Na pewno będą pomocne w tworzeniu codziennych zestawów:


1.Klasyczny trencz, który dodaje elegancji każdej stylizacji- najlepiej czarny albo beżowy, długość do kolan, uszyty ze sztywnego materiału, który się nie gniecie, z kołnierzem, który można podnieść w wietrzne dni by ochronić przed chłodem szyję.
Opcja dla odważnych, gdy jest nieco dłuższy niż do kolan, można go założyć tylko na samą bieliznę...:)


 Świetnie wykonany marki Camaieu, wysmukla sylwetkę dzięki lekko rozszerzanemu dołowi, cena 199zł (jakiś czas temu była super promocja Dni Camaieu i upust -30% na cała kolekcję, warto sprawdzać takie rzeczy na bieżąco : kodyrabatowe.pl)  
Krój zbliżony bardzo do wymarzonego, kultowego już trencza BURBERRY, który na pewno kiedyś kupię(cena koło 2,5 tys zł.

 2. Kilka par świetnie skrojonych rurek z wyższym stanem.
Powoli mija mi mania na codzienne chodzenie w sukienkach i 10 centymetrowych obcasach i częściej stawiam na wygodę. Jeśli chcemy by spodnie był wygodnie i leżał na ciele niczym druga skóra, warto poszukać tych z domieszką elastanu. 

Rozglądam się teraz za rurkmi jak kiedyś za spódniczkami-z uporem maniaka :) Te są marki Gina Tricot i od kilku dni świerzbi mnie ręka by kliknąć "zamów".

 3.Skórzana ramoneska najlepiej wykonana ze skóry naturalnej. Myślę o kolorze czarnym, burgundowym lub czekoladowym. 

1,2,3 z Asos, 4 z Massimo Dutti
 Ceny 400-900zł. Można się dziwić, że tak dużo, ale skórzana kurtka dobrej jakości to inwestycja na kilka albo nawet kilkanaście lat.

4. Kowbojki, z grubej skóry, z lekko uniesionym noskiem, stabilnym obcasie i tą charakterystyczną klamrą wokół. kostki. Perfekcyjne znalazłam w River Island. Nosiłabym je do jeansów ale także do letnich sukienek i szortów latem i wiosną. Chciałabym poczuć się jak kowbojka :)

 5. Jeansowa kurteczka. Pasuje do niemal wszystkiego, na pewno będę ją  nosić do kwiatowych sukienek i do botków. Na allegro jest ich  mnóstwo i to w dobrych cenach, po przeszukiwaniach spodobała mi się ta:

6. Skórzana torebka w mocnym kolorze, albo z jakimś oryginalnym detalem. Można zbudować wokół niej całą stylizację albo za jej pomocą rozbudzić prosty, zwyczajny zestaw jak np.: czarne rurki i biały t-shirt.

1,2 Nucelle, 3 Marc Jacobs, 4,5 Asos,  6 Bershka

Bang, bang I shot you down
7. Szeroki skórzany pasek
Będę nosiła go na biodrach do obcisłych rurek i do zwiewnych sukienek w talii by przełamać ich delikatność. Wiele fajnych pasków za niewielkie pieniądze można spotkać w second-handach, warto się rozglądać.



strony z których pochodzą grafiki:  


***

niedziela, 29 grudnia 2013

Kapelusz w roli otwieracza





fot.MILENA PIETRUSZEWSKA
mam na sobie:
wełniany płaszczyk via second hand
spodnie Laura Scott via allegro
botki via allegro
kaszmirowy sweterek via allegro
kapelusz vintage
bransoleta pchli targ

  Uwielbiam ten zestaw. Miałam go na sobie już z tuzin razy. Wmawiałam wtedy moim znajomym, że w szafie wisi kilka identycznych płaszczyków, spodni, sweterków, kapeluszy i mają one oznaczenia na ultrafiolet, więc tak naprawdę za każdym razem gdy mnie widzą mam na sobie jednak "inny" zestaw. Heheszki.
Przepadam za tym połączeniem głównie dlatego, że przemierzając ulice ubrana w ten sposób czuję się trochę jak bohaterka filmów Woodego Allena, gdzie w tle słychać tę jego charakterystyczną muzykę. A jeśli chodzi o różne dziwactwa to poza tym, że trzymam bieliznę tam gdzie inni zwykle alkohol, to chciałabym aby mojemu życiu towarzyszyła specjalna, spersonalizowana ścieżka dźwiękowa.
Ile niezwykłości nabrałyby zwyczajne lub mniej zwyczajne czynności gdyby np.: podczas wynoszenia śmieci rozbrzmiewał Marylin Manson, niespodziewanego spotkania kogoś bliskiego, gdy podbiegamy by się przywitać np.: muzyka Hansa Zimmera, a podczas  spaceru, gdy w głowie kłębią się nieprzyzwoite myśli, utwór Massive Attack Paradise Cirkus Zead rmx albo klik
A wracając do filmów, to ja ubrana w ten sposób czuję się trochę jak bohaterka allenowskich produkcji, za to inni spotykając mnie na ulicy dają mi do zrozumienia, że chyba jednak wyglądam inaczej niż się czuję. Ostatnio słyszałam :
- A do kompletu ma pani też rewolwer?
i  - Ja panią skądś kojarzę! Nie grała może pani w jakimś westernie? :)
Wszystko za sprawą nakrycia głowy, które jak widać, gdy jest nieco mniej zwyczajne budzi emocje na pewno inne niż obojętność, stając się nie tylko świetnie podkręcającym stylizację detalem (czasem wysuwającym się na prowadzenie jak dziś), ale też dobrym "otwieraczem" na ludzi.
    
*****


niedziela, 17 listopada 2013

Devil's in the details





fot.JUSTYNA SKIERSKA
mam na sobie:
płaszczyk,rękawiczki  SECOND-HAND
buty ALLEGRO
spódniczka SIMPLE
kopertówka-prezent YSL
naszyjnik-prezent :) VINTAGE 

          "Dni takie jak ten potęgują wrażenie oddalenia. Człowiek to obce ciało, a słowa, które do mnie wypowiada, to paprochy spadające na błonę bębenkową, odbierane jako przykry szum. Uwięziona w twierdzy ciała nerwowo wypatruję przez judasze oczu kogoś, kto mnie rozpozna, zrozumie, przemówi w języku, który znam. To na takie momenty czyhają sekciarscy hycle. To tędy, przez tę wąziutką szczelinę, przeciska się podstępnie do serca nowa miłość, fałszywy przyjaciel, agent ubezpieczeniowy, sprzedawca rewelacyjnych noży.Pomimo tej desperacji przy wejściu dokonuję ostrej selekcji, której właściwie nikt nie przechodzi pozytywnie, bom nieufna jak ślepiec wypuszczony samotnie na przechadzkę po obcym terenie. Są jednak ludzie, którzy czując się tak, jak ja się dziś czuję, rezygnują z wieloletnich związków dla tego początkowo obcego bytu, który odkrył słowa klucze, wypowiedział je perfekcyjnym tonem, a na koniec dmuchnął dwutlenkiem węgla w czułe miejsce na szyi, wprawiając w ruch pojedyncze kosmyki włosów, wywołując dreszcz nieznośnie przyjemny, który i tak stanowi jedynie namiastkę przyszłych rozkoszy, przed którymi uciec już nie sposób" by Katarzyna Nosowska, której teksty są mi niezwykle bliskie i lubię się nimi karmić w dni takie jak ten.

***

czwartek, 7 listopada 2013

Włóczykij w fioletowym kapeluszu

z kobietami zmiennymi
łatwiej jest wytrzymać niż z nudnymi.
czasem co prawda się je morduje, 
ale rzadko porzuca.
george bernard show
--------------------------------------------------------------------------




Fot.MILENA PIETRUSZEWSKA
mam na sobie:
spodnie J BRAND by sh
apaszka/poszetka sh
żakiet sh,przerobiony przez krawcową
szal BURBERRY
rękawiczki prezent
pasek RESERVED
kapelusz i buty ALLEGRO
torebka VINTAGE
broszka pożyczona od Mamy

   Lubię jesień. Słucham o tej porze roku więcej jazzu i ogarnia mnie mruczące rozleniwienie, wspominanie, czytanie książek pod ciepłym kocem i picie gorącej czekolady z cynamonem- która smakuje teraz najlepiej. Noszę teraz kolorowe płaszcze, rajstopy, szaliczki i kaszmirowe swetry.Jest to też czas kiedy z ulic znikają te okropne buto-podobne sandały (+ - skarpety).

   Spotkanie mnie ubranej w spodnie, o tej bądź innej porze roku, jest prawie tak rzadkie jak zobaczenie jadącego po mieście Maybacha- no chyba, że mieszkacie w Toruniu. Spodnie-w całej swej prostocie to dla mnie najtrudniejszy element garderoby. Przymierzanie ich w sklepach to udręka. Po sprawdzeniu kiliknastu par dochodzę zwykle do wniosku, że to jakaś teoria spiskowa i zmowa producentów by utrzeć nosa kobietom o figurze  klepsydry. Zazwyczaj gdy już dobrze przylegają w linii ud, wszędzie indziej są luźne albo odwrotnie, bywają też tak niskie, że bielizna mogłaby się stać pełnoprawnym elementem ubioru. ERROR ERROR ERROR
    Ostatnio jednak zupełnie przypadkiem w second handzie trafiły w moje ręce te od J BRAND, które leżą doskonale, a ich cena to  mały ułamek tej w salonie, jess! :) Idąc za ciosem, mam w planach zakup kolejnych.Wprowadzanie zmian daje świeżość, dlatego co jakiś czas kolorowe spódnice i sukienki idą w odstawkę na rzecz rurek!

    W tym zestawie czuję się jak miejski włóczykij. Swoja drogą jeśli już jesteśmy przy Włóczykiju- czy Wy też w "Muminkach" najbardziej lubiliście tę postać? :)

                                                   

środa, 23 października 2013

Baa baa dum Halloween!



  Halloween to  czas  nadawania dyniom twarzy i dekorowania takimi lampionami domów. 
Imprez w niecodziennych strojach, chlapania sztuczną krwią, opowiadania strasznych historii i atakowania 
znajomych/ nieznajomych / sąsiadów zwrotem:
 "CUKIEREK ALBO PSIKUS!". Warto zaszaleć, ta okoliczność gwarantuje niezłą zabawę! :)



poniedziałek, 16 września 2013

"PanNikt"


      Film "Mr.Nobody" to moje wczorajsze panaceum na bezsenność. Wybór padł właśnie na ten a nie inny, ponieważ po obejrzeniu psychodelicznego teledysku 30STM miałam ochotę na więcej.
 Jest to kino na pograniczu absurdu i surrealizmu z domieszką science fiction. Bardzo zagmatwane i nieoczywiste 2 godziny seansu- co podwaja się gdy oglądacie to późno w nocy. Film ten daje otwarte pole do własnych interpretacji. Jest pełen niepowiązanych ciągiem przyczynowo-skutkowym zdarzeń, o których opowiada  hiperschizofrenik.
Mnóstwo tam niezadawanych wprost pytań:
Co by było gdybyś wybrał jednak inaczej?
Co by się stało gdybyś tego nie zrobił?
Co jeślibyś tego nie powiedział?
A gdybyś jej/jego nie spotkał?
Co  gdybyś spóźnił się 5 minut?
Jak wtedy wygadałoby Twoje życie???
I nieważne że uważasz, że niczego w życiu nie żałujesz i nie rozpamiętujesz tego co było. W trakcie oglądania najprawdopodobiej zastanowisz się nad swoimi wyborami, chociaż przez moment.
 Tak naprawdę wszystko w życiu ma znaczenie. Każda najdrobniejsza decyzja i każdy szczegół prowadzi nas do innych rozwiązań, możliwości i zakończeń. Kieruje nasze kroki do miejsc, w których jesteśmy obecnie oraz tych do, których udamy się niedługo. Do ludzi, którzy są blisko nas i tych których dopiero poznamy."Mr.Nobody" pokazuje też, że nie na wszystko w życiu masz wpływ, bo nie wszystko da się przewidzieć, a cel- meta, do której zmierzasz niekoniecznie będzie wyglądać tak jak to sobie wymarzyłeś.
Na koniec filmu padają słowa Tenessie Williamsa: "Każda rzecz mogłaby być czymkolwiek innym, a i tak znaczyłaby tyle samo".Myślę, że to najodpowiedniejsze podsumowanie tego filmu. A może także i życia?

***

poniedziałek, 2 września 2013

Let me upgrade you!

fot.JUSTYNA SKIERSKA 
mam na sobie:
kombinezon: RIVER ISLAND via second hand
pasek: TOP SECRET
szpilki DEICHMANN
kapelusz: MONNARI%
 kolczyki vintage


   Czy ubieramy się dla siebie, innych kobiet czy może jednak dla mężczyzn?
Odpowiedź jest zwykle niejednoznaczna. Podobnie jak z bezinteresownością- robimy to  dla innych, ale to jak dobrze się czujemy pomagając sprawia, że robimy  to przede wszystkim dla własnego, dobrego samopoczucia. Z ubieraniem jest podobnie.
Stroimy się w sukienki podkreślające kształty kobiecego ciała i obcasy, dzięki którym nasze ciało pięknie faluje, by pobudzać wyobraźnię mężczyzn. Patrzą na nas jak na pięknie opakowany prezent, a my czujemy się jeszcze ładniejsze. Nawet bardziej niż podczas ostatniego zerknięcia w lustro przed wyjściem, gdy szepczemy: "Megan masz konkurencję!".

  Mężczyźni jednak rzadko rozpoznają z jakiego materiału mamy na sobie ubranie ani, że  kopertówka to dzieło  projektanta ("koper co?"). Gdy więc słyszę z ust ładnie ubranej dziewczyny: "Ta jedwabna bluzka leży idealnie" czuję przyjemne mrowienie ego. Czasem zamiast komplementu wystarczy zazdrosne spojrzenie, bardzo wymowne: "Pięknie wygląda.Nienawidzę jej!". Nie wiem czy to ostatnie nie działa nawet bardziej? ;)

 Jednak należy czuć się dobrze przede wszystkim ze sobą. Znaleźć najbardziej pasujący do naszej figury i osobowości styl i podkreślać swoje urodowe zalety. Kiedy czujesz się dobrze w swoim ciele- o które dbasz- jesteś bardziej zmysłowa i swobodna. Na komplementy nie reagujesz już grymasem i pseudoskromnym "Och przestań!Wygrzebałam to z szafy przypadkiem!"
Zadbana kobieta, która ma dużą świadomość siebie to przecież +10 do atrakcyjności!



sobota, 17 sierpnia 2013

Closer //inspiracje

                                            

Czarno-białe zdjęcia mają w sobie niesamowitą moc. Może dlatego, że na odbiorcę zamiast siły barw oddziałują bardziej emocje zatrzymane na fotografii, zdecydowanie łatwiej się na nich wtedy skupić.
Na tych ukazanych poniżej, czasem aż czuć rozwibrowane powietrze.

I niech mi ktoś teraz powie, że zdjęcia to żadna tam sztuka, a zwykłe kliknięcie migawki ot co!

Zapraszam do podziwiania wycinka z moich ulubionych. Reszty nie pokażę- musiałabym zmienić ustawienia bloga  na +18, a tego nie chcę :)

PS przed oglądaniem polecam najpierw włączyć muzykę wyżej


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Mon chéri

jestem jak książka 
przeczytałeś tylko jedną stronę
czytaj mnie powoli 
zachowaj na palcach 
ślady moich liter
agnieszka maciąg 
---------------------------------------------------





Fot.JUSTYNA SKIERSKA 
mam na sobie:
kurtka: no name
spodnie PROMOD
bluzka sh
pasek BIG STAR
bransoletki STRADIVARIUS
torebka DECO BAZAAR
buty MASSIMO DUTTI

  Złote mokasyny z frędzelkami chodziły za mną od zeszłego roku gdy zobaczyłam je w Massimo Dutti. Niestety mój rozmiar był wtedy niedostępny. Myślałam więc o nich jeszcze parę  dni, tygodni, miesięcy potem zainteresowanie osłabło - zapomniałam. Aż do ostatniego polowania na allegro gdy zobaczyłam aukcję z moim rozmiarem... a gdy pragnęło się czegoś taaaak długo i bardzo (tak wciąż mówię o butach) i nagle jest to na jedno kliknięcie "dodaj do koszyka" to żal przecież tego nie kliknąć prawda?! A ja nie lubię bardzo żałować, żal za grzechy i takie takie są mi obce.
Wisienkowa bluzka to jedna z bardziej apetycznych rzeczy mojej szafy, połączona z czarną kurteczką,cygaretkami i czerwonym,skórzanym paskiem w talii przestała być aż tak słodka i urocza nabierając charakteru. I to właśnie w modzie lubię najbardziej: nieoczywistości i możliwość żonglowania stylami.

******
   Ostatnio pożeram z zachłannością maniaka kolejne sezony "Seksu w wielkim mieście" i pewnie pod wpływem tego serialu, a po części wydarzenia, w którym wzięłam ostatnio udział narodziło się we mnie pewne pytanie.
Sooo....dlaczego większość ciekawych mężczyzn/kobiet (co kto lubi) poznaje się w pracy, przez znajomych, koleżanki koleżanek albo rozwijając jakąś aktywność- siłownia,klub dziergających na drutach  lub hodujących orchidee?
Dlaczego by tak nie iść do Biedry i na dziale z nabiałem nie  spotkać kogoś interesującego?Albo kupując kiwi w warzywniaku? Odbierając paczkę na poczcie? Przymierzając buty lub stojąc na koncercie? I to nie jest tak, że nie jestem spostrzegawcza, bo jestem bardzoo! Zasysam otoczenie moimi receptorami, jednak jak na razie pierwsza grupa wygrywa.Czy tylko ja mam takie statystyki? Czy po prostu kupuję mleko w nieodpowiednim miejscu, a może  w nieodpowiednich godzinach?



                                       

środa, 31 lipca 2013

"Droga do szczęścia"




  Kate i Leo i początkowo zawładnęło mną deja wu. Pierwsze wrażenia bywają jednak czasem mylne. Naprawdę dawno nie przeżyłam tak skrajnych emocji oglądając film.
Świetna gra aktorska, historia nieprzesadzona, a wyjątkowo prawdziwa, lata 50s, klimatyczna fortepianowa muzyka i martini z oliwką przewijające się co chwilę.
Sam Mendes- reżyser "American Beauty" ukazuje tutaj rodzinę Wheelerów, którzy według opinii publicznej tworzą małżeństwo idealne. to jednak tylko pozory, konwenanse, moralność ogółu. Ich świat pełen jest sztuczności, a oni zamiast "żyć" odgrywają swoje role.


Interesująca postacią jest syn sąsiadów- John Givings- który jako jedyny ma odwagę być szczery do bólu i mówić to co myśli.
J.G: - No tak, to ma sens-powiedział wreszcie. - Gdybym przyjmował w domu schizofrenika paranoidalnego, pewnie też gdzieś wyprawiłbym dzieci. To znaczy gdybym miał dzieci. Gdybym miał dom.


Myśli na zakończenie filmu pojawiły się z opóźnieniem. Najpierw była wilka pustka. Mam dreszcze gdy wyobrażam sobie, że miałabym żyć jak główni bohaterowie.


Tak naprawdę możemy mieć przecież wszystko, co sobie wymarzymy. Ważne żeby nie czuć się źle wszędzie gdzie się znajdujemy. Trzeba posiadać pasje, robić ciekawe rzeczy, tworzyć, uśmiechać się, dbać o bliskich i o to by żyć w zgodzie ze sobą. Nasze szczęście jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki.
Życie to obowiązki mniej lub bardziej przyjemne. Dlatego trzeba poukładać sobie życie tak by była to droga do (prawdziwego) szczęścia.


Czy warto obejrzeć film? Zdecydowanie TAK! Dobre, mocne kino.



PS Pierwsza scena filmu kojarzy mi się z teledyskiem "Niedopowiedzenia" Pezeta. Wam też?


                                                                      ***

poniedziałek, 29 lipca 2013

Sweetness and danger

Mój grzechu, moja duszo. Lo-li-to:
koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu,
przy trzecim stuka o zęby. Lo.Li.Ta
wladimir nabokow
-------------------------------------------------------------------------






                                                             fot.JUSTYNA SKIERSKA
                                                                                                mam na sobie:
                                                         sukienka i sweterek :second hand
                                                           torebka vintage: allegro.pl
                                                                      perły: prezent
                                                       buty: toruński salon obuwniczy SIGNORA 

   Moda lat 50. to kwintesencja kobiecości.Dodaje mnóstwo uroku, ale także kilku lat. Myślę jednak,że warto zaryzykować i wprowadzić do swojej garderoby elementy tego stylu. Można na początku zacząć od pastelowych kolorów albo spódnicy szytej z koła, a potem gdy już wsiąkniemy w fascynację, pójść o krok dalej i poszerzyć swoją garderobę o słodkie sweterki, dopasowane gorsetowe topy, małe torebki do reki, cienkie paski podkreślające talię, sznury pereł, tkaniny w groszki, pepitkę, buty na wąskim obcasie z odkrytymi palcami i kapelusze.
   Osobiście kupuję ten styl w 100%. Nie mogłam prze łamać się tylko do kapeluszy, tzn. bardzo podobały mi się w sklepach i kolorowych magazynach, ale gdy tylko znajdowały się na mojej głowie czułam pewien dyskomport. Przełamałam się dopiero ostatnio, kupując fantastyczny model na przecenach,bardzo w stylu Saint Tropez. Pokażę go w kolejnych postach :)

   Wielka szkoda, że tak mało kobiet nosi to nakrycie głowy. Jest to przecież ciekawy detal wykańczający strój ,a przy tym dodaje tyle tajemniczości!


   Moda lat pięćdziesiątych fenomenalnie prezentuje się na ekranie i myślę, że właśnie po seansach filmów z tamtych lat narodziła się we mnie fascynacja stylem retro.
Polecam ku inspiracji obejrzeć klasykę kina(nie tylko ze względu na modę) czyli filmy z Audrey Hepburn i Grace Kelly("Okno na podwórze") oraz Marylin Monroe- typową, seksowna pin-up girl, a także bardziej współczesne, inspirowane tamtymi czasami: "Sylvia" z Gwyneth Paltrow czy "Drogę do szczęścia" z Kate Winslet.

piątek, 26 lipca 2013

Childhood memories



   Czasem chciałabym poczuć się znów jak dziecko,a może bardziej wrócić do tamtych lat na jedną tylko godzinę,jedną z tych,w których czułam największą błogość.
Tęsknię za beztroską wyczekiwania na dobranockę o 19.oo,za brakiem obowiązków,za spacerowaniem po łące,zastanawianiem się do czego mogą być podobne kształty chmur przesuwające się leniwie po niebie.Za czytaniem książek leżąc w trawie,bez zastanowienia i planowania,że przeznaczam na to akurat dwie godziny.Za tamtymi wieczorami na wsi,które były zawsze za krótkie.
Brakuje mi tej wystarczalności-bez stopniowania, że może być przecież lepiej, mocniej, dalej, kreatywniej,itp.Brakuje mi trochę tamtej naiwności.

  Wracam do przeszłości tymi trochę dziecinnymi butami z cukierkowymi kokardkami,w których biegam po deszczu śpiewając pod nosem:I'm singin' in the rain,just singin' in the rain,what a glorious feelin'  i bawię się parasolką.Kto oglądał "Deszczową piosenkę" ten wie :)

Uwielbiam deszcz!
Wcale nie uciekam przed nim.Pozwalam się zaatakować i czasem przemoknąć doszczętnie.Lubię dźwięk kropli deszczu rozbijających się o ziemię,parapet,o skórę.Jego zapach i to że działa na mnie tak oczyszczająco i kojąco.Lubię gdy włosy po deszczu wysychając,zwijają się w  nieregularne loki tworząc nieład na głowie.

A zakurzone ulice stają się błyszczące i śliskie od deszczu by po chwili zacząć parować.
source:tumbrl

EDIT: reakcja mojego współlokatora,gdy pierwszy raz założyłam te kalosze:
K: Może i ładne,ale za krótkie są,przed atakiem dzikich węży łydek nie uchronisz :D

czwartek, 18 lipca 2013

Moon River

  

   Jeszcze rok temu myślałam, że jestem oryginalna fascynując się Audrey Hepburn, wieszając jej zdjęcie nad łóżkiem niczym swego rodzaju świętość ."Śniadanie u Tiffany'ego" to film który działa na mnie jak butelka dobrego wina,wprawiając mnie w lepszy nastrój.
Uwielbiam te początkową scenę, gdy główna bohaterka wysiada z taksówki w długiej czarnej sukni przed sklepem jubilerskim, a w tle słychać delikatną muzykę Henrego Mancini moon river...Widziałam go wielokrotnie i mimo, że znam go na pamięć wciąż do niego wracam.

   Gdy obejrzałam go pierwszy raz skupiłam się tylko na muzyce, pięknych strojach od Huberta de Givenchy, który ubierał tutaj Holly Golightly- piekielnie bezpośrednią kobietę z klasą, ale też niepozbawioną pozytywnego szaleństwa, która za nic miała konwenanse.Dopiero przy drugim razie skupiłam się na fabule. Zdałam sobie sprawę,że to opowieść o dziewczynie do towarzystwa-mogłabym nazwać ją tu 'amerykańską gejszą' i mężczyzny- Paula Varjacka- pisarza, który jest utrzymankiem swojej dekoratorki wnętrz.

   


środa, 10 lipca 2013

Summer wine


słowami też można dotykać.
nawet czulej niż dłońmi.
j.l.wiśniewski
---------------------------------------------------------

ph.MILENA PIETRUSZEWSKA
mam na sobie:
spódniczka MOHITO %
top  MATTEW WILLIAMSON via second hand
okulary www.zlotewyprzedaze.pl
botki 5th AVENUE


   Powyższy zestaw to owocowy koktajl kolorów,który uwielbiam o każdej porze roku,a latem stosuję najczęściej jak się da.
Jedwabna bluzka to łup z lumpeksowej wyprawy. Przeleżała w zapomnieniu dobre kilka lat,aż w końcu sięgnęłam po nią by połączyć z tą układaną brzoskwiniową spódniczką znaleziona na przecenach w sieciówce. Dodatki w postaci bransoletek i piórkowych kolczyków dodają tu wakacyjnego luzu.
Zostawiam Was z postem i uciekam pakować się na bardzo pracowity weekend. Pakowanie to dla mnie niekończąca się historia (oby nie tym razem!) włączam więc tutorial mistrzów: The Art of Packing from LV ku inspiracji i zaczynam! Wish me luck :)